MarcinGoogle · 3 miesiące temu
Do lecznicy zgłosiliśmy się z dwutygodniowym kocięciem z problemem oka. Na pierwszej wizycie zalecono jedynie przemywanie oka solą fizjologiczną. Po trzech dniach stan oka wyraźnie się pogorszył, dlatego przyjechaliśmy ponownie. Włączono antybiotyk i krople do oczu.
Po weekendzie nie było żadnej poprawy. Ponownie zgłosiliśmy się do lecznicy. Padła sugestia konsultacji okulistycznej, jednak usłyszeliśmy, że warto jeszcze kontynuować dotychczasowe leczenie i dołożono kolejną maść. Mimo to stan oka nadal się pogarszał, dlatego sami podjęliśmy decyzję o wizycie u okulisty.
Poproszono nas również o przesłanie zdjęć oka kocięcia, aby ocenić jego stan. Zdjęcia wysłaliśmy natychmiast po otrzymaniu takiej prośby. Przez kolejne pięć dni nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Sami musieliśmy dopytywać, czy w ogóle zostały obejrzane. Okazało się, że tak, jednak mimo ich obejrzenia nikt nie skontaktował się z nami, aby przekazać swoją ocenę lub zalecić dalsze postępowanie. W przypadku szybko pogarszającego się stanu oka u kilkutygodniowego kocięcia taki brak reakcji jest dla mnie niezrozumiały.
Dodatkowo usłyszeliśmy od pani doktor, że jest to pierwszy taki przypadek, z jakim spotkała się w swojej praktyce. Rozumiem, że nie każdy lekarz musi mieć doświadczenie z każdą chorobą. Właśnie dlatego oczekiwałbym w takiej sytuacji większej ostrożności, szybszego skierowania do specjalisty lub konsultacji z lekarzem mającym większe doświadczenie w tego typu przypadkach.
Zaskoczyła mnie również sytuacja, gdy zostaliśmy poproszeni o przyjazd „tylko na krótkie zerknięcie”, aby sprawdzić postępy leczenia. Okazało się jednak, że za to „zerknięcie” została naliczona pełna opłata za wizytę. Takie sformułowanie buduje u klienta zupełnie inne oczekiwania.
Niestety finał tej historii jest bardzo smutny. Okulista ocenił, że oka nie da się już uratować i konieczne było jego usunięcie u zaledwie czterotygodniowego kocięcia. Nie twierdzę, że wcześniejsze skierowanie do okulisty na pewno pozwoliłoby uratować oko, bo tego nikt nie jest dziś w stanie uczciwie stwierdzić. Mam jednak ogromny żal, że konsultacja specjalistyczna została zaproponowana dopiero po kolejnych dniach nieskutecznego leczenia, mimo że stan oka z każdą wizytą się pogarszał.
Chcę jednocześnie podkreślić, że panie pracujące w lecznicy były miłe i sprawiały wrażenie empatycznych. Niestety uprzejmość personelu nie zastąpi profesjonalizmu w prowadzeniu trudnego przypadku. Liczy się przede wszystkim trafna ocena sytuacji, szybkie podejmowanie decyzji i świadomość, że w przypadku tak małego zwierzęcia każdy dzień może mieć znaczenie.
Wychodziliśmy z tej lecznicy z nadzieją, że nasze zwierzę otrzymuje właściwe leczenie. Kilkanaście dni później skończyło się amputacją oka u czterotygodniowego kocięcia. Ta opinia nie wynika ze złości, lecz z ogromnego rozczarowania i poczucia, że w tej sprawie można było zrobić znacznie więcej i znacznie wcześniej. Mam nadzieję, że będzie to impulsem do refleksji, bo w podobnych przypadkach czas naprawdę ma ogromne znaczenie.

