Wiktoria MichalskaGoogle · 4 miesiące temu
Nie polecam tej wizyty.
Przyjechałam z psem nad ranem (ok. 5:00) w trakcie silnych ataków padaczkowych. Byłam w ogromnym stresie i zdenerwowaniu, ale nie zachowywałam się w sposób agresywny ani „paniczny”. Niestety już na początku spotkałam się z bardzo nieprzyjemnym podejściem – zamiast spokojnego wytłumaczenia sytuacji, zostałam skrytykowana i uciszana w podniesionym tonie, co dodatkowo pogorszyło mój stan (pani będzie cicho, ja muszę się skupić/ pani nie mówi do mnie teraz).
Podczas wizyty zostały podane leki oraz pobrana krew na badania (koszt ok. 400 zł). Zaniepokoiło mnie to, w jaki sposób próbka była przechowywana – przez cały czas znajdowała się na blacie w gabinecie.
Po wyjściu z lecznicy pies ponownie dostał ataku. W trakcie tej sytuacji miałam wrażenie, że sposób postępowania z psem był bardzo stresujący dla zwierzęcia – próbowano go przemieszczać mimo trwającego ataku (szarpać za obroże i za skórę). Następnie pies był wyraźnie osłabiony i przez pewien czas bardzo senny (śpiączka farmakologiczna) bez jasnej informacji jak długo taki stan może potrwać.
Dodatkowo wykonano badanie USG bez wcześniejszego omówienia tego ze mną. Informacje przekazywane na temat stanu psa były dla mnie niejasne i mało konkretne.
Ostatecznie zdecydowałam się udać do innej kliniki w Bydgoszczy, gdzie kontynuowano diagnostykę. Pani weterynarz stwierdziła, że skoro i tak tam jedziemy to możemy tą krew zawieźć. Na pytanie czy to bezpieczne, odpowiedziała, że tak. Krew nadała się do wyrzucenia razem z tymi 400 zł, które teraz bardziej by mi się przydały na rezonans magnetyczny, który jest konieczny.
Cała sytuacja była dla mnie bardzo stresująca i pozostawiła duży brak zaufania. Nie wrócę do tej lecznicy. Cieszę się, że już mój pies tam nie wróci.

