Beata GlumaGoogle · rok temu
Mój Czesio przeszedł piekło w pseudohodowli, skąd został uratowany przez wolontariuszki w tragicznym stanie, wychudzony, cały pokryty zmatowiałą sierścią pełną jego własnych odchodów, wielkimi kołtunami. To tłumaczy zapewne jego paniczny lęk przed maszynką do strzyżenia - na sam odgłos reaguje paniką. Nie znosi też jakichkolwiek zabiegów wokół jego osoby - czesania, kąpieli, mycia oczek czy uszek - co sprawia, że samodzielne dbanie o niego w domu jest naprawdę bardzo trudne. Mimo to przez ponad rok starałam się to robić, jak umiałam, bo wiadomo, piesek po traumie, ledwo co zaufał, jak tu go teraz zostawić obcym… Ale w końcu okoliczności zadecydowały za mnie - wysiadła mi ręka i trzeba było szukać pomocy. Matko kochana, jakie to szczęście, że doszło do tego splotu okoliczności!!! No i że panie z salonu zgodziły się nas przyjąć! Nigdy w życiu już nie chcę więcej męczyć siebie ani Czesia moją nieudolną amatorką, która trwała często wiele godzin! Tutaj został zaopiekowany, pięknie ostrzyżony, wrócił pachnący, piękny niczym młody bóg i w dodatku w całkiem dobrym humorze! Dziękuję!!! ❤️🙏

